Osobiście, mam bardzo liberalne podejście do palenia trawki.
Być może dlatego, że w przeciwieństwie do większości polityków zabierających
głos w tej sprawie, wiem o czym mówię. W okresie niepokornej młodości, nie raz
i nie dwa miałem okazję zapalić jointa. Dzięki temu zdaję sobie sprawę, jak
niewiele ma to wspólnego, z utrwalonym w świadomości społecznej, obrazkiem
brudnego narkomana klęczącego w dworcowym kiblu ze strzykawką wkłutą w
przedramię. Czarna propaganda zrobiła jednak swoje, a lektury w rodzaju „My, dzieci
z dworca ZOO” Christiane F, dopełniły reszty. Swój pogląd w kwestii depenalizacji
marihuany wyłożyłem kilka miesięcy temu w tekście pt. „Odlot”, nie będę się
więc powtarzał. Kto ciekaw, proszę sięgnąć do tamtej notki.
Należę do krytyków happeningowego stylu uprawiania polityki,
któremu hołduje Janusz Palikot. Uważam, że kłóci się on z ambicjami odegrania
poważnej roli w życiu publicznym. Trudno też zyskiwać w ten sposób nowych
wyborców. Wygląda na to, że potencjał tej niszy został zagospodarowany. Idąc
dalej tą drogą można już tylko tracić, co zdają się potwierdzać sondaże, coraz
mniej łaskawe dla sztukmistrza z Lublina. Ale to co nie sprzyja budowaniu
poparcia dla partii Palikota, może być korzystne dla sprawy. W przypadku
postulatów antykościelnych działa to dosyć słabo, ale akurat hasło legalizacji
marihuany idealnie komponuje się z taką formą ekspresji. Niewątpliwie, od
października ubiegłego roku, kiedy problem ten po raz pierwszy pojawił się jako
postulat ugrupowania politycznego zasiadającego w Sejmie, wałkowanie zagadnienia odniosło już pewne pozytywne skutki. Im więcej happeningów, im częściej trwa w mediach dyskusja na ten temat, rzecz wydaje się mniej straszna. Wizerunek
demonicznej używki powoli zostaje odczarowany. Jeszcze do niedawna, żaden poważny
polityk nie miałby odwagi popierać istotnej liberalizacji prawa antynarkotykowego. W
tym kontekście, deklaracja Aleksandra Kwaśniewskiego to prawdziwa sensacja. Nie
jest to człowiek z mojej bajki, ale był przecież najpopularniejszym prezydentem Polski
po 1989 roku i dla znacznej części społeczeństwa wciąż jest autorytetem
politycznym. Takie głosy nie mogą więc pozostać bez wpływu na stosunek opinii
publicznej do tej sprawy. Do legalizacji konopii zapewne droga daleka, ale pewna
ewolucja poglądów jest faktem.
W tym wszystkim, nie należy oczywiście zapominać, że trawka
to jednak używka. I choć nie wywołuje agresji, tak jak alkohol, to podobnie jak
on krótkotrwale wpływa na zmianę percepcji rzeczywistości. Należy więc raczyć się nią w sposób odpowiedzialny i z umiarem.







