Pokazywanie postów oznaczonych etykietą banki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą banki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 września 2012

Ile piramidy w piramidzie?



Obserwując przebieg afery Amber Gold mam wrażenie, że w ferworze walki całą sprawę zdominowały oceny wypaczające nieco rzeczywistość. Nie jest moją intencją obrona twórców tego parabanku, ale warto zwrócić uwagę na fakty, które powinny skłaniać do refleksji.

Wbrew obowiązującej narracji, model biznesowy Amber Gold wcale nie musiał być piramidą finansową. Przypominam, że piramida finansowa to struktura, w której wypłaty dla wcześniejszych uczestników są realizowane z wpłat uczestników późniejszych. Tymczasem, od 2009 roku, w którym Amber Gold rozpoczęło działalność, cena złota na światowych giełdach wzrosła o ponad 100%. Przy założeniu aktywnej działalności spekulacyjnej rentowność Amber Gold powinna być jeszcze wyższa. W każdym bądź razie, na poziomie umożliwiającym realizację wypłat z lokat oprocentowanych w różnym czasie na poziomie między 10% a 13%, nawet do 16,5% w skali roku przy lokacie na okres ponad 3 lat. Co więcej, w czasach kryzysu i realnej groźby drukowania pustego pieniądza, rentowność inwestycji w złoto nie jest raczej zagrożona. Do czasu zmiany trendu, Amber Gold powinno więc zarabiać jeżeli pozyskane środki finansowe faktycznie lokowałoby w złoto. Niekoniecznie w złote sztabki układane na półkach w podziemnym skarbcu, ale na przykład w kontrakty terminowe na złoty kruszec. Jeżeli więc Amber Gold upadło, to nie z uwagi na zły model biznesowy, ale dlatego, że nie inwestowało w złoto lub instrumenty finansowe oparte na złocie. Albo z jeszcze innego powodu, o którym później. Dlatego też trudno twierdzić, że klienci parabanku wykazali się ignorancją ekonomiczną. Paradoksalnie może być nawet odwrotnie, ponieważ przeprowadzenie analizy ekonomicznej, przed założeniem lokaty w Amber Gold rodziło rekomendację pozytywną. Ktoś mógłby oczywiście powiedzieć, że mając tę wiedzę należało samodzielnie inwestować w złoto zmaterializowane w postaci sztabek, zamiast w produkt oparty na złocie. Prawda, ale tu już wychodzimy poza obszar oceny realności oferty Amber Gold, wkraczając w dyskusję na temat optymalizacji inwestycji.

Czy na pewno jednak spółka nie inwestowała w złoto? Jeszcze kilka dni temu wydawało się to niemal pewne, teraz pojawiły się rysy na tej wiedzy. Podano, że w Amber Gold znaleziono majątek w wysokości 100 mln zł, a nie 40 mln zł jak wcześniej informowano. Trudno więc wykluczyć, czy po dokładniejszym sprawdzeniu nie znajdą się jeszcze jakieś aktywa, na przykład papiery wartościowe lub instrumenty pochodne typu opcje? Wcale bym się nie zdziwił. Znając „wysokie kwalifikacje” kadr pracujących na rzecz instytucji państwowych może się okazać, że ustanowiony przez sąd zarządca przymusowy nie za bardzo kojarzy co to są opcje i że to cholerstwo może być coś warte.

Drugi hipotetyczny powód upadku spółki pokrywa się z linią obrony Marcina Plichty. Warto przypomnieć, że afera Amber Gold wybuchła ponieważ w mediach pojawiły się informacje o tym, że spółka jest piramidą finansową, a nie dlatego, że przestała realizować wypłaty z lokat. A przecież zastrzeżenia do jej działalności nie były żadnym nowym odkryciem. Od ponad dwóch lat firma znajdowała się na liście alertów Komisji Nadzoru Finansowego, czyli podmiotów nie posiadających licencji na wykonywanie czynności bankowych, w szczególności na przyjmowanie wkładów pieniężnych w celu obciążenia ich ryzykiem.

Banki (również parabanki) są instytucjami zaufania publicznego. Żadna instytucja o charakterze bankowym nie posiada bowiem środków finansowych umożliwiających natychmiastowe wypłaty dla wszystkich swoich klientów. Zniszczenie zaufania poprzez nagonkę medialną musi wywołać zmasowany szturm na placówki banku i wobec niemożliwości realizacji roszczeń, doprowadzić do jego upadku. A przecież banków nie nazywamy piramidami finansowymi. Kluczowe więc pozostaje pytanie, na które wciąż brakuje odpowiedzi. Co stało się z resztą pieniędzy klientów Amber Gold?


Na koniec ciekawostka. Piramida finansowa, piramidzie finansowej nie równa. Niektóre są licencjonowane i państwo zmusza nas by wpłacać do nich pieniądze. Niedawno, furorę w sieci zrobiło zabawne zestawienie porównawcze Amber Gold i pewnej instytucji państwowej. Wnioski nie są druzgocące dla Amber Gold:)



PS Podobny punkt widzenia do przedstawionego w tym wpisie, w nieco bardziej analitycznym ujęciu zaprezentował Rafał Hirsch, który trochę mnie ubiegł swoim dzisiejszym wpisem.


środa, 16 listopada 2011

Po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy



Blisko miesiąc temu, agencja ratingowa Moody’s, sygnalizowała możliwość obniżenia perspektywy polskiego ratingu kredytowego, a potem również samego ratingu (pisałem o tym w notce „Wsi spokojna, wsi wesoła”), jeśli polski rząd nie rozpocznie programu reform. I co? Sytuacja zewnętrzna, od tamtej pory, wciąż zmienia się jak szalona. Unia Europejska zatrzęsła się w posadach w efekcie awantury wokół bankrutującej Grecji, i Włoch stojących na skraju przepaści. Przez europejskie salony polityczne przetacza się dyskusja na temat racji bytu strefy euro. Tylko w Polsce nuda, nic się nie dzieje. Donald Tusk zmarnował ten czas, z olimpijskim spokojem meblując swój nowy gabinet. Nic zatem dziwnego, że analitycy z Moody’s, zgodnie z zapowiedzią, obniżyli właśnie perspektywę dla polskiego systemu bankowego ze „stabilnej” do „negatywnej”.

W całej tej sprawie ciekawe jest zachowanie szefa NBP, Marka Belki. Od początku konsekwentnie lekceważy zagrożenia wynikające z obniżenia ratingu. Dość zabawnie brzmią dzisiejsze zapewnienia, że ta decyzja nie znajduje uzasadnienia w kondycji sektora bankowego w Polsce, bo polskie banki są dobrze skapitalizowane i stabilne. Prawda, tylko, że banki w Polsce, poza PKO BP, BGŻ, BGK i dwoma lub trzema małymi bankami, należą do zagranicznych instytucji bankowych. Kiepska kondycja finansowa podmiotów dominujących, może mieć istotny wpływ na ich decyzje odnośnie bankowych aktywów w Polsce. Według Belki, ocena Moody’s ma niewielkie znaczenie dla wiarygodności Polski. To także dziwne stwierdzenie, ponieważ  obniżka ratingu (jeśli do niej dojdzie) niemal automatycznie będzie skutkowała wzrostem oprocentowania polskich obligacji, a więc wyższymi kosztami pozyskiwania środków finansowych przez państwo.

Trochę inną technikę zamiatania problemów pod dywan zastosował przed wyborami Jacek Rostowski, choć on posunął się znacznie dalej. We wrześniu, przygotowano projekt budżetu na przyszły rok, który zakładał wzrost PKB na poziomie 4%. Minister Rostowski zarzekał się, że taki plan jest jak najbardziej realny, podczas gdy wszyscy, którzy choć trochę orientują się w sprawach ekonomiczno-finansowych zwracali uwagę, że to skrajnie optymistyczne założenia. Teraz, po wyborach, sam już mówi otwarcie o nowelizacji budżetu, co zamierza przeprowadzić pod płaszczykiem wprowadzenia kolejnych wariantów, oczywiście znacznie bardziej  pesymistycznych. Takie małe oszustwo wyborcze, zastosowane zresztą nie po raz pierwszy (przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2009 roku, zrobiono dokładnie to samo).

Politycy, jak długo się da, traktują wyborców dokładnie w myśl zasady, o której śpiewał kiedyś Wojciech Młynarski: „Po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy”. Bardzo jestem ciekaw jak dalece, Donald Tusk, zdecyduje się „zdenerwować babcię” piątkowym expose. Są już oczywiście przecieki na temat problematyki, która w expose się znajdzie, ale ja wolę poczekać z komentarzem na fakty. Mimo wszystko liczę, że doświadczenie czteroletnich rządów koalicji PO-PSL z Donaldem Tukiem na czele, plus ten dodatkowy miesiąc spędzony podobno na pieczołowitych i drobiazgowych przygotowaniach, zaowocują wreszcie konkretnym, kompetentnym planem reform.

Od razu spieszę donieść, że nie usatysfakcjonuje mnie powtórka sprzed 4 lat, lekko zmodyfikowana o czynnik upływu czasu i sytuacyjny kontekst. Widzę jeden sposób, który mógłby ocalić wiarygodność premiera. Chciałbym zobaczyć, że istnieje precyzyjny plan, wpisany w dokładny harmonogram czasowy obejmujący najbliższe trzy lata rządów, z czego w przyszłym roku poszczególne działania rozbite są na konkretne miesiące. Że plan przewiduje reformę finansów publicznych, cięcia w sferze administracji, projekty rozszerzenia zakresu wolności gospodarczej, a nie tylko zwiększanie przychodów budżetowych poprzez mniej lub bardziej zawoalowane podatki. To naprawdę nie może być bicie piany, do którego Donald Tusk  zdążył nas już przyzwyczaić. Najwyższa pora zadbać o to, by nie oglądać kiedyś na ulicach polskich miast, bilbordów podobnych do tego, który otwiera mój dzisiejszy wpis.


Niestety klip z piosenką Wojciecha Młynarskiego „Po co babcię denerwować”, został usunięty z internetu. W tej sytuacji, przypomnę przynajmniej tekst tej wielce aktualnej pieśni.

Koci - łapci, kici, kici
ole, olejanko,
zajmujemy razem z babcią
urocze mieszkanko.
My mieszkamy na parterku,
babcia w oficynce
drepce, żądna informacji o całej rodzince.

Lecz choć u nas trwa od rana
z sodomką gomorka,
babci o tym się nie mówi,
by była w humorku.

Wujek Ziutek, co za smutek,
choć kawał mężczyzny,
świat pożegnał przy pomocy
sznurka od bielizny.
"Co z Ziuteczkiem? - głos babuni
dźwięczy na przygórku. -
Jak mu idzie?" "Idzie, babciu,
idzie - jak po sznurku!"

A dokładniej informować
babci nikt nie śpieszy.
Po co babcię denerwować,
niech się babcia cieszy!

Kuzyneczka Ernestynka,
ozdoba rodziny,
kawki z gniazda wybierała
i spadła z drabiny.
"Co z malutką? - głos babuni
z góry brzmi radośnie. -
Co tam u niej?" "Krzywa rośnie,
babciu, krzywa rośnie!"

A dokładniej informować
babci nikt nie śpieszy.
Po co babcię denerwować,
niech się babcia cieszy!

Tata zasię manko w kasie
miał i siedzi w kiciu,
były o tym wzmianki w prasie,
w "Expressie" i w "Życiu",
ale fakt ten się nie stanie
dla babci udręką,
bowiem się drukuje dla niej
osobne pisemko

Na domowej drukarence
wszystko się wyłuszcza
i w ogóle się babuni
na parter nie wpuszcza!

Aż rodzinnie osiągniemy -
prawda ta nas krzepi -
sytuację, w której może
być nam tylko lepiej,
panie i panowie,
to się babci, koci - łapci,
o tym też nie powie!

Niech zażywa główka siwa
spokojnych pieleszy.
Po co babcię denerwować?
Niech się babcia cieszy!