Temat nieco już przebrzmiał, lecz wypada podzielić się wrażeniami z meczu (czy
raczej dwumeczu) dekady. Zwłaszcza, że o ironio, po raz
pierwszy w życiu wybrałem się na taką imprezę. Przy okazji nadgoniłem nieco
statystyki ponieważ w ciągu dwóch dni pojawiłem się na stadionie aż dwa razy. Natomiast
pierwszego dnia również dwa razy zmokłem. W tym raz tak kompletnie, że wracając
do domu rozważałem koncepcję otwarcia dachu w samochodzie. Zwłaszcza, że w przeciwieństwie
do organizatorów piłkarskiego widowiska, z otwieraniem i zamykaniem daszku radzę
sobie bez problemów. Los jednak bywa złośliwy. Jeszcze miesiąc temu moglibyśmy
się pocieszać, że afera dachowa to gwóźdź do trumny Grzegorza Laty. A teraz, po
co nam ten gwóźdź?
Przebieg zajść jest już wszystkim doskonale znany więc
oszczędzę wam swojej mało oryginalnej relacji. Grunt, że impreza w końcu się odbyła,
a ja mogłem wreszcie skonfrontować odczucia sprzed telewizora z meczem
oglądanym na żywo. I powiem wam, że łażenie na stadion nie ma zbyt wiele sensu.
1. Mecz w TV ma dużo większą dynamikę. Kamery latają cały
czas za piłką, komentarz podgrzewa atmosferę. A na żywo? Ten biegnie, ten
stoi, tamten się szwenda, wygląda to mniej więcej tak samo jak lekcja WF-u w
liceum.
2. Ni cholery nie wiadomo kto jest kto. Trza zgadywać albo
gapić się na monitor zawieszony nad stadionem, który i tak nie pokazuje tego co
trzeba.
3. Replay to podstawa. Musiałem wrócić do domu żeby sobie
bramki obejrzeć! I nie ma co się drzeć bezsensownie na sędziego, bo bez
powtórek nie masz bladego pojęcia czy była ręka, faul, etc. czy nie.
4. Jak jełop musisz
ciągle wstawać z siedzenia, bo jak ci przed tobą wstają to ty też musisz, inaczej nic nie widać.
5. Sąsiad obok gwiżdże i drze ci się do ucha. Dobrze chociaż,
że wuwuzele się nie przyjęły.
6. Samozwańczy aktywista usiłujący wzniecać doping rzuca ci
złowrogie spojrzenia jak nie uczestniczysz w zbiorowym zawodzeniu tych
kretyńskich przyśpiewek. Rewanżujesz mu się równie złowrogim spojrzeniem, ale
psuje to nieco komfort oglądania widowiska.
7. Nie możesz sobie otworzyć piwa.
8. Na początku drugiej połowy co chwila przeciskają się przed
twoim siedzeniem faceci obładowani hot dogami, kubkami z colą, popcornem i nie
wiem czym jeszcze.
9. Jest zimno z zamkniętym dachem choć z otwartym, dzień wcześniej, było gorąco.
10. No i nie da się twittować ze stadionu. Za duże
obciążenie sieci więc Internet leży. Wyczynu Marka Siwca nadającego online ze
ślubu młodej Kwaśniewskiej nie udało mi się powtórzyć.
Tak
więc, średnio mi się podobało;)

