Jestem przeciwnikiem ustawowej regulacji tak zwanej klauzuli sumienia
dla farmaceutów, ale z zupełnie innego powodu niż aktywni w mediach krytycy tego
pomysłu. Dla mnie, w ogóle nie jest to problem, który powinno się rozstrzygać w
kategoriach etyczno-moralnych. W wolnym kraju, takich spraw nie należy regulować
tworząc akty prawne. Właściciela apteki, tak samo jak właściciela sklepu
spożywczego, nikt nie powinien zmuszać, by w swojej placówce sprzedawał to, czego sprzedawać nie chce. Jeżeli właściciel wegetarianin, w
swoim spożywiaku nie ma zamiaru handlować wędlinami, niech nimi nie handluje. Na
tej samej zasadzie, właściciel apteki powinien sam decydować o sprzedaży środków
farmakologicznych niszczących płodność. Urzędnikom nic do tego. Klient po
prostu pójdzie do innego sklepu, czy apteki. Jeżeli uczyni tak wielu klientów,
przedsiębiorca nie sprosta konkurencji i zbankrutuje. Tak to powinno
wyglądać w systemie wolnorynkowym. U nas, rynek jest wolny tylko z nazwy, więc oczywiście wygląda to inaczej. Co więcej,
nie ma tu za grosz konsekwencji. Nikt przecież nie zmusza, właściciela sklepu
spożywczego do sprzedaży alkoholu. Jest dokładnie odwrotnie. Trzeba ubiegać się
o specjalną koncesję na taką sprzedaż.
Farmaceuci, którzy walczą o klauzulę sumienia twierdzą, że jeśli np.
sprzedaż pigułek wczesnoporonnych stoi w sprzeczności z ich sumieniem, to
odmawiając ich sprzedaży muszą się liczyć z ewentualnymi konsekwencjami
prawnymi. Zgodnie z prawem apteka jest bowiem zobowiązana do posiadania
wszystkich dostępnych leków lub ich zamówienia. Tu jest więc pies pogrzebany. Zamiast ustawowo regulować klauzulę sumienia, panie
Gowin, należałoby po prostu znieść ten przymus. Zwłaszcza, że w przypadku
wprowadzenia przepisów postulowanych przez posła Jacka Żalka z PO, widzę
zupełnie nowe zagrożenie. Kogo klauzula sumienia miałaby dotyczyć? Właściciela
apteki, czy zatrudnionego w niej farmaceuty? Zapewne obu. Co w takim razie w
sytuacji, w której wbrew woli właściciela, farmaceuta zamierza korzystać z
klauzuli sumienia? Pojawia się konflikt na linii pracodawca – pracownik. Nie ma
problemu, jeżeli pracownik pójdzie szukać pracy w aptece, której właściciel
podziela jego poglądy. Założę się jednak, że po ustawowej regulacji tej kwestii,
z miejsca pojawią się interpretacje prawne mówiące, że zwolnienie pracownika
apteki z powodu klauzuli sumienia, to dyskryminacja z uwagi na wyznawany
światopogląd i sąd pracy będzie orzekał przywrócenie na stanowisko.
W rozważaniach na ten temat, trudno oczywiście pominąć dyżurny argument
z jedyną apteką w mieście. Owszem, to może być jakiś problem. Jeżeli jednak ten
problem dotknie większej liczby klientów, powstanie w końcu druga apteka,
której właściciel nie będzie miał kłopotów z sumieniem. Każda nisza rynkowa
jest okazją, z której ktoś prędzej czy później skorzysta. Nie sądzę, by
stosowanie klauzuli sumienia miało być zjawiskiem powszechnym. Przypuszczam też,
że w przypadku środków antykoncepcyjnych znacznie większym problem jest wstyd
przed ich zakupem. A wtedy i tak jedynym rozwiązaniem jest apteka w innym
mieście, poza środowiskiem, w którym się mieszka.
Podsumowując, w samej klauzuli sumienia, rozumianej jako akt woli
właściciela apteki, a nie regulacja ustawowa, nie widzę nic złego. Zapewne, dobrą
praktyką byłoby oznaczanie aptek, które chcą z niej korzystać, specjalną
naklejką z piktogramem, umieszczaną na drzwiach wejściowych. To pozwoliłoby
uniknąć nieprzyjemnych sytuacji, kiedy farmaceuta odmawia klientowi sprzedaży
danego specyfiku. Jednocześnie, wszyscy krytycy klauzuli sumienia wiedzieliby,
z których aptek nie korzystać z powodów ideologicznych. Decyzję właściciela apteki
zweryfikuje rynek.

