Ocena wydarzeń wokół Święta Niepodległości wprowadza taki
chaos, pomieszanie pojęć, uproszczeń i łatwego etykietowania, że zastanawiałem
się czy w ogóle jest sens z tym tematem się mierzyć. Spróbuję jednak odnieść
się do kilku kwestii.
Zawłaszczyli Święto!
Im mniej czasu pozostawało do 11 listopada, tym częściej i
głośniej pojawiały się zarzuty o zawłaszczenie Święta Niepodległości przez
narodowców i prawicę. Zarzut ten najczęściej podnosiły środowiska lewicowe. Te
same, które na co dzień definiują patriotyzm jako szkodliwy szowinizm narodowy
odsyłając to pojęcie do lamusa historii. Środowiska, które demonstrację
patriotyczną najchętniej zastąpiłyby proeuropejskim festynem, paradą gejów albo
manifą feministek. To przecież Janusz Palikot ledwie kilka miesięcy temu na
konferencji „Dialog i przyszłość”, zorganizowanej przez Aleksandra
Kwaśniewskiego, raczył był stwierdzić: Dziś przyszedł czas, by powiedzieć
Polakom, że muszą się wyrzec swojej polskości. A w przeddzień święta
przekonywał, że Roman Dmowski był hitlerowcem i faszystą. Roman Kurkiewicz, do
niedawna redaktor naczelny „Przekroju” idący na czele manifestacji
lewaków mówił reporterowi TVN24, że właściwie nie wie co to jest patriotyzm, że
w ogóle nie używa tego słowa i nie lubi deklaracji że ktoś jest Polakiem. Czy
to nie jest kuriozum, że ludzie odrzucający patriotyzm jako coś obcego im ideowo,
jednocześnie formułują zarzut, że ktoś inny zawłaszczył obchody tego święta?
O zawłaszczeniu mówił również prezydent Komorowski. I w tym
też pobrzmiewają fałszywe nuty. Organizując konkurencyjny marsz, pod hasłem „Razem
dla Niepodległej”, musiał przecież zdawać sobie sprawę, że jego przedsięwzięcie
zamiast łączyć, dodatkowo podzieli Polaków. Zwłaszcza, że próba koncesjonowania
przez władzę niezależnej inicjatywy obywatelskiej budzi najgorsze skojarzenia z
okresem PRL. Jest jasne, że
Marsz Niepodległości oprócz intencji uczczenia ważnej dla Polski daty, ma
również charakter demonstracji sprzeciwu wobec urzędującej władzy. Dokładnie
tak samo jak w latach 70-tych, kiedy to opozycjonista Komorowski organizował podobne marsze.
Idą faszyści!
Nie mogę się nadziwić, że ciągle przebija się w mediach narracja,
zgodnie z którą Marsz Niepodległości to impreza dla antysemitów i faszystów. Są
pewnie i tacy, ale ferowanie podobnych ocen wobec kilkudziesięciu tysięcy uczestników
jest aberracją. Marsz Niepodległości ma już swoje miejsce w tradycji obchodów
Święta 11 listopada i to on jest miejscem autentycznej demonstracji uczuć
patriotycznych, a nie marsz Prezydenta, o czym dobitnie świadczy porównanie
liczby uczestników obu imprez. Jasne, wolałbym żeby wśród organizatorów nie
było ONR, a w komitecie honorowym nie zasiadał Jan Kobylański. Na pewno
warto próbować zmienić to w przyszłości. Szkoda. żeby marginalne rozróby prowokatorów rozbijających demonstrację (niezależnie od tego
kim są) miały na stałe zdominować obraz Marszu.
Rodzi się nowa siła!
Po zakończeniu Marszu Niepodległości, na wiecu zorganizowanym
w Parku Agrykola, szefowie Młodzieży Wszechpolskiej i Obozu
Narodowo-Radykalnego ogłosili powołanie Ruchu Narodowego, który w opinii komentatorów ma
powstać na wzór węgierskiego Jobbik. Stało się to pretekstem do rozpętania
kolejnej histerii wokół faszyzmu, który jakoby podnosi dziś w Polsce głowę.
Problem w tym, że taka teza opiera się na całkowicie fałszywym założeniu, że
uczestniczy Marszu Niepodległości, a w szczególności ta ich część która
znalazła się na wiecu, to zastępy radykałów, które w niedalekiej przyszłości zasilą
szeregi tego nowego ugrupowania. To oczywista bzdura wykorzystana jako
narzędzie kreowania atmosfery zagrożenia, które w mojej ocenie nie istnieje. Nie
wierzę w sukces Ruchu Narodowego, podzielając argumenty Michała z Planktonu Politycznego.


