Najnowszy sondaż TNS Polska dla programu "Forum"
TVP Info wywołał małe trzęsienie ziemi na scenie politycznej. Zmianę
lidera w sondażach, po raz pierwszy od pięciu lat, wieszczyło wielu komentatorów.
Kilka udanych przedsięwzięć PiS koncentrujących uwagę opinii publicznej na
meritum wobec defensywy i marazmu Platformy musiało przynieść efekt. Natomiast
skala tej zmiany (6% na korzyść PiS) zaskoczyła wszystkich. Można oczywiście wybrzydzać na małą reprezentatywność
sondażu, wskazywać, że dopiero kolejne badania pokażą ewentualnie zmianę trendu,
przypominać, że do wyborów parlamentarnych jeszcze 3 lata. To wszystko prawda,
jest to jednak wydarzenie symboliczne, które może dać sporo wiatru w żagle
partii Jarosława Kaczyńskiego. Ale najważniejsze jest jednak co innego. Ten
sondaż znacznie więcej mówi o PO niż o PiS. Dzieje się to, co przewidywałem od
dawna. Słabe rządy Donalda Tuska, pozbawione wizji i prawdziwej woli zmian
nawet w obliczu kryzysu ekonomicznego w Europie rozczarowały wyborców Platformy
Obywatelskiej. Przede wszystkim tych, którzy w ostatnich wyborach oddali na nią
głos, w istocie głosując przeciw PiS. A przecież dopiero zaczynamy pogrążać się
w kryzysie. Ekonomiści, od prawa do lewa są zgodni, że rok 2013 będzie dla
Polski znacznie gorszy niż obecny. Mało kto widzi dziś w Tusku Mojżesza, który
suchą stopą przeprowadzi nas przez Morze Czerwone. Po pięciu latach rządów, oprócz
problemu niemożności pojawia się syndrom wypalenia. Nie bez przyczyny kadencja zarządu
w spółkach kapitałowych trwa właśnie pięć lat. Po tym okresie brakuje już świeżości
i dystansu do własnych pomysłów z początku kadencji, które okazały się chybione.
A ławki rezerwowych brak. Ci, którzy mogliby na niej siedzieć (Rokita, Gilowska,
Olechowski, Piskorski) padli ofiarą partyjnych czystek. Pozostały miernoty.
Niezależnie od korzystnego sondażu dla PiS podtrzymuję tezę,
że to ugrupowanie ma bardzo małe szanse na objęcie władzy. Łatwo jest dać Tuskowi
prztyczka w nos wskazując w sondażu na znienawidzonego konkurenta, trudniej zagłosować
w ten sam sposób w wyborach. Żółta kartka nic nie kosztuje a czerwona może
oznaczać realizację przysłowia „na złość babci odmrożę sobie uszy”. Uważam, że
wynik wyborczy w znacznym stopniu nadal będzie determinował strach przed rządami Jarosława
Kaczyńskiego. Awans w sondażach, wzmacniając pewność siebie lidera, prędzej czy
później obudzi demony, z którymi kojarzy się PiS. Nie wierzę po prostu, że
Jarosław Kaczyński przestanie być Jarosławem Kaczyńskim, tak samo jak Janusz
Korwin Mikke nie przestanie być sobą co trwale skazuje go na marginalizację w
okolicach 2% poparcia.
W ten sposób dochodzimy do kluczowego wniosku. Tego samego,
który puentuje mój poprzedni wpis. Sytuacja dojrzewa do powołania nowej formacji
politycznej, która zbierze rozczarowanych centroprawicowych wyborców PO (lewicowych
weźmie Palikot albo Miller) z
poprzednich wyborów i tych, którzy ostatnio nie głosowali ponieważ po klęsce idei POPiSu już wcześniej
zniechęcili się do obu tych partii. PJN najwyraźniej nie radzi sobie
w tej roli. Potrzebny jest nowy projekt pozbawiony brzemienia skojarzeń z PiS-em,
Kluzik-Rostkowską i całym tym kompromitującym bałaganem, który jest
grzechem pierworodnym tego ugrupowania. Dotąd sądziłem, że z uwagi na odległy dystans
do wyborów nie ma się z tym co spieszyć. Szkoda byłoby stracić walor świeżości. Jeśli
jednak podobny wynik sondażowy utrzyma się w kolejnych badaniach trzeba zacząć
działać. Inaczej, może się okazać, że mimo zasiedzenia na roponośnej działce,
jak to barwnie określił Marek Migalski, kto inny otrzyma licencję na dokonanie
odwiertów.

