Rys.
Michał Tomaszek
Trudno
chyba o lepszą ilustrację mijającego tygodnia niż ten rysunek
Michała Tomaszka. W wojnie polsko-polskiej stoczono kolejną wielką bitwę, a jej
front znowu przebiega przez Krakowskie Przedmieście.
Kiedy
w świątecznym wywiadzie dla Onetu, prezes PiS porzucił wątpliwości dotyczące
przyczyn katastrofy smoleńskiej, przenosząc teorię zamachu ze sfery hipotez do sfery
faktów i wskazując winnych, można się było spodziewać, że odbezpieczony
pistolet wystrzeli w drugim akcie tego dramatu. Tak też się stało. Polityczny
taran smoleński ujawnił się w pełnym blasku na pisowskim wiecu zorganizowanym przed
Pałacem Prezydenckim, pod hasłem obchodów drugiej rocznicy katastrofy. Próżno
było tam szukać nastroju żałoby, refleksji czy modlitwy. Parafrazując
Cata Mackiewicza, komentującego sławne przemówienia Becka w maju 1939 roku,
można by było powiedzieć, że Jarosław Kaczyński z trumny swojego brata uczynił
sobie piedestał. Pisałem już wcześniej, że taka radykalizacja postawy PiS,
oparta na kipiących emocjach, będzie nie do przyjęcia dla wielu wyborców,
którzy dotychczas dostrzegali w partii Kaczyńskiego jakąś alternatywę dla
kiepskich rządków Platformy Obywatelskiej. Prezes PiS de facto zażądał od swoich
zwolenników jednoznacznej deklaracji. Albo jesteś z nami, wierząc bez
zastrzeżeń w spisek, zamach, zdradę premiera i prezydenta albo przeciw nam,
stojąc tam gdzie stało ZOMO, a raczej ruskie komando smoleńskich zabójców. Oblicze
Prawa i Sprawiedliwość tworzą dziś Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz i
ojciec Tadeusz Rydzyk, o którego względy toczy się zażarta walka ze Zbigniewem
Ziobro. Taki PiS, to oferta dla fanatyków, którzy dzielą fobie swojego prezesa.
Kaczyński rezygnuje z sojuszników na rzecz wiernej armii wyznawców, która choć zdeterminowana
jest zbyt mało liczna, by zwycięsko stoczyć kolejna bitwę wyborczą.
Alternatywa,
którą narzucił Kaczyński rodzi sprzeciw. Nie ma zgody na ten czarno-biały obraz
rzeczywistości. Nie trzeba wierzyć w zamach, by zdawać sobie sprawę ze słabości
państwa ujawnionej w toku wyjaśniania przyczyn katastrofy. Nie trzeba używać
retoryki „zdradzonych o świcie” żeby wiedzieć, że wszystkie wątpliwości, które
można wyjaśnić powinny być wyjaśnione. Wystarczy odrobina obiektywizmu, by zauważyć,
że państwowe obchody smoleńskiej rocznicy odbyły się chyłkiem, wstydliwie, nijako.
I równie bez klasy jak pisowska feta na Krakowskim Przedmieściu. Ja nie
składałem kwiatów pod Pałacem Prezydenckim jak redaktor Robert Mazurek, ale moje
odczucia są dość podobne. Polecam jego świetny tekst z czwartkowej Rzeczpospolitej.
Wczoraj,
smoleńska wojna przeniosła się do Sejmu. I choć premier podjął próbę wyjścia z
defensywy, okoliczności grają przeciwko rządowi. Dopóki zgłaszane wątpliwości będą
zderzały się z arogancją władzy, zamiast z cierpliwą, merytoryczną dyskusją,
wszelkie deklaracje będą brzmiały fałszywie. Donald Tusk dał się zwieść definicji stron konfliktu przedstawianej przez Jarosława Kaczyńskiego i umieścił sprawę
smoleńską w tej samej czarno-białej rzeczywistości. Tych, którzy
chcą dalszych wyjaśnień automatycznie kwalifikuje jako sympatyków PiS-u. To
błędna diagnoza, która kiedyś może zaważyć na wyniku wyborczym. Nie poprzez
wzmocnienie partii Kaczyńskiego, ale zniechęcenie części zwolenników PO do udziału w kolejnej
elekcji.
