Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mazurek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mazurek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 kwietnia 2012

Tydzień smoleński


Rys. Michał Tomaszek

Trudno chyba o lepszą ilustrację mijającego tygodnia niż ten rysunek Michała Tomaszka. W wojnie polsko-polskiej stoczono kolejną wielką bitwę, a jej front znowu przebiega przez Krakowskie Przedmieście.

Kiedy w świątecznym wywiadzie dla Onetu, prezes PiS porzucił wątpliwości dotyczące przyczyn katastrofy smoleńskiej, przenosząc teorię zamachu ze sfery hipotez do sfery faktów i wskazując winnych, można się było spodziewać, że odbezpieczony pistolet wystrzeli w drugim akcie tego dramatu. Tak też się stało. Polityczny taran smoleński ujawnił się w pełnym blasku na pisowskim wiecu zorganizowanym przed Pałacem Prezydenckim, pod hasłem obchodów drugiej rocznicy katastrofy. Próżno było tam szukać nastroju żałoby, refleksji czy modlitwy. Parafrazując Cata Mackiewicza, komentującego sławne przemówienia Becka w maju 1939 roku, można by było powiedzieć, że Jarosław Kaczyński z trumny swojego brata uczynił sobie piedestał. Pisałem już wcześniej, że taka radykalizacja postawy PiS, oparta na kipiących emocjach, będzie nie do przyjęcia dla wielu wyborców, którzy dotychczas dostrzegali w partii Kaczyńskiego jakąś alternatywę dla kiepskich rządków Platformy Obywatelskiej. Prezes PiS de facto zażądał od swoich zwolenników jednoznacznej deklaracji. Albo jesteś z nami, wierząc bez zastrzeżeń w spisek, zamach, zdradę premiera i prezydenta albo przeciw nam, stojąc tam gdzie stało ZOMO, a raczej ruskie komando smoleńskich zabójców. Oblicze Prawa i Sprawiedliwość tworzą dziś Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz i ojciec Tadeusz Rydzyk, o którego względy toczy się zażarta walka ze Zbigniewem Ziobro. Taki PiS, to oferta dla fanatyków, którzy dzielą fobie swojego prezesa. Kaczyński rezygnuje z sojuszników na rzecz wiernej armii wyznawców, która choć zdeterminowana jest zbyt mało liczna, by zwycięsko stoczyć kolejna bitwę wyborczą.

Alternatywa, którą narzucił Kaczyński rodzi sprzeciw. Nie ma zgody na ten czarno-biały obraz rzeczywistości. Nie trzeba wierzyć w zamach, by zdawać sobie sprawę ze słabości państwa ujawnionej w toku wyjaśniania przyczyn katastrofy. Nie trzeba używać retoryki „zdradzonych o świcie” żeby wiedzieć, że wszystkie wątpliwości, które można wyjaśnić powinny być wyjaśnione. Wystarczy odrobina obiektywizmu, by zauważyć, że państwowe obchody smoleńskiej rocznicy odbyły się chyłkiem, wstydliwie, nijako. I równie bez klasy jak pisowska feta na Krakowskim Przedmieściu. Ja nie składałem kwiatów pod Pałacem Prezydenckim jak redaktor Robert Mazurek, ale moje odczucia są dość podobne. Polecam jego świetny tekst z czwartkowej Rzeczpospolitej.

Wczoraj, smoleńska wojna przeniosła się do Sejmu. I choć premier podjął próbę wyjścia z defensywy, okoliczności grają przeciwko rządowi. Dopóki zgłaszane wątpliwości będą zderzały się z arogancją władzy, zamiast z cierpliwą, merytoryczną dyskusją, wszelkie deklaracje będą brzmiały fałszywie. Donald Tusk dał się zwieść definicji stron konfliktu przedstawianej przez Jarosława Kaczyńskiego i umieścił sprawę smoleńską w tej samej czarno-białej rzeczywistości. Tych, którzy chcą dalszych wyjaśnień automatycznie kwalifikuje jako sympatyków PiS-u. To błędna diagnoza, która kiedyś może zaważyć na wyniku wyborczym. Nie poprzez wzmocnienie partii Kaczyńskiego, ale zniechęcenie części zwolenników PO do udziału w kolejnej elekcji.