Na listach wyborczych kandydatów do Sejmu, tym razem znalazła się wyjątkowo barwna menażeria najrozmaitszych postaci. Co ciekawe, z dobrym skutkiem. Jest w tym jakiś fenomen, że w (jak się powszechnie uważa) nietolerancyjnej, katolickiej, rasistowskiej, homofonicznej Polsce, w Parlamencie zasiądą: Murzyn to znaczy eee… Afroeuropejczyk, a może nawet Afropolak; pierwszy gej Rzeczpospolitej; transseksualista albo stka czy też osoba transpłciowa; były ksiądz skandalista i antyklerykał. I kto wie, czy to nie kochający inaczej Robert Biedroń zostanie członkiem prezydium Sejmu i będzie stukał laską marszałkowską przywołując posłów do porządku. Byłaby w tym jakaś perwersja.
Ponieważ jestem człowiekiem małej wiary, sądzę że wyjaśnienie tej tajemnicy może być niezwykle proste. Trzy z wymienionych osób, dostały się do Sejmu z list Ruchu Palikota. Zgodnie z nazwą ugrupowania, wyborcy popierali Janusza Palikota, a niej jakieś anonimowe nazwiska na listach jego partii. Nie jeden, może mieć dzisiaj lekkiego kaca z tego powodu;)
Ale byli też inni, atrakcyjni medialnie kandydaci, którzy do Sejmu się nie dostali. Niestety. Nie będę przeżywał erotycznych uniesień śledząc relacje z obrad niższej izby parlamentu, gdyż zamiast polskiej Angeliny Jolie w kadrze będą się pojawiać Anna Fotyga, Beata Kempa albo Jolanta Szczypińska. Ech…




