W kraju, w którym obowiązują reguły wolnego rynku, w którym nie okrada
się obywateli obciążając ich brzemieniem horrendalnych podatków, po to by redystrybuować je według własnego widzimisię (marnotrawiąc znaczną część z nich w
systemie biurokracji), Kościół nie powinien być finansowany przez państwo. Powinien
utrzymywać się z wpłat członków wspólnoty religijnej, którzy z usług tego Kościoła
chcą korzystać oraz czerpać pożytki z posiadanego majątku. Nie żyjemy jednak w
takim kraju i nie zanosi się na zmianę w tym względzie. Dlatego też, jakiś
sposób finansowanie Kościoła przez państwo
jest uzasadniony.
Jeżeli Skarb Państwa, wydatkuje ogromne środki finansowe na budowę
stadionów i obiektów sportowych, to realizuje potrzeby kibiców piłkarskich i
innych fanów sportu. Jeśli finansuje państwowe teatry, filharmonie i inne
przybytki kultury, wychodzi naprzeciw oczekiwaniom melomanów, teatromanów,
konsumentów kultury wyższej. Kiedy buduje przedszkola czy żłobki, zaspokaja
potrzeby ludzi posiadających dzieci. Dlaczego więc, państwo nie miałoby wspierać
potrzeb religijnej większości obywateli, zapewne znacznie liczniejszej niż
mniejszość kibiców piłkarskich? Wyłączenie finansowania Kościoła, jako tej
sfery potrzeb, której państwo nie wspiera stanowiłoby jawną dyskryminację. Na
tym właśnie polega hipokryzja SLD, które jako partia socjalna, nieustannie zajmuje
się wymyślaniem celów publicznego rozdawnictwa i tylko w sprawie Kościoła
prezentuje niezwykle pryncypialne stanowisko.
Nie wiem czy proponowane przez rząd 0,3% podatku jest wielkością
właściwą. Kalkulacja tej stawki opiera się wyłącznie na szacunkowych wyliczeniach,
porównywanych do kwot aktualnie wydatkowanych z Funduszu Kościelnego. Nie mam żadnej
wiedzy na temat przychodów Kościoła z inny źródeł (przychody majątkowe, datki
wiernych etc.) i kosztów jego działalności. Jestem natomiast zaskoczony
stosunkowo niską kwotą, o którą toczy się gra. 100 mln złotych to kropla w
morzu budżetowych wydatków państwa. Na misję w Afganistanie wydajemy rocznie około
1 mld zł, w budowę kadłuba korwety Gawron, która najprawdopodobniej pójdzie na
żyletki wsiąkło 400 mln zł, budżet
Kancelarii Prezydenta (kompletnie zbędnego urzędu w świetle obowiązującej Konstytucji),
w 2012 roku pochłonie 180 mln zł itd., etc. Czy jest więc o co kruszyć kopie?
Co do zasady uważam, iż propozycja odpisu podatkowego na rzecz
Kościoła jest lepszym rozwiązaniem niż finansowanie z Funduszu Kościelnego, z
dwóch powodów. Wprowadzi przejrzystość we wrażliwej sferze finansowania
Kościoła przez państwo, a także poprawi komfort obywateli, którzy finansować
Kościoła nie chcą. Jeśli szacunki przedstawione przez ministra Boniego są
prawidłowe, na zmianie systemu finansowania Kościół zapewne nie straci. Owszem,
zdeklarowani ateiści i zoologiczni antyklerykałowie odpisu na rzecz Kościoła
nie zrobią. Wszyscy pozostali, wobec braku możliwości pozostawienia tej kwoty
we własnej kieszeni, przekażą swoją część podatku Kościołowi. Bo jaki w istocie wybór będzie miał nominalny
katolik, który na co dzień nie utożsamia się z Kościołem Katolickim?
Zrobić odpis na rzecz Buddystów albo Adwentystów Dnia Siódmego, czy też pozostawić
te pieniądze w budżecie państwa na zmarnowanie? Suma sumarum, lepiej nie
ryzykować problemami z pochówkiem, czy inną posługą religijną i na wszelki wypadek
odpis zrobić, nic to nie kosztuje a przydać się może.
Jest jeszcze jeden interesujący aspekt tej zmiany. Kwestia
wyznania należy do wrażliwych danych osobowych. Zgodnie z Konstytucją, nikt nie
może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego
światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania. Dokonując odpisu podatkowego
na rzecz tego czy innego Kościoła, w sposób jednoznaczny zadeklarujemy nasz religijny
światopogląd. Nie wszyscy muszą mieć na to ochotę. Co prawda, odpis będzie
dobrowolny, ale mogą się w tej sprawie pojawić wątpliwości konstytucyjne.
I ostatnia rzecz. Rząd Donalda Tuska wyspecjalizował się w zapowiedziach
zmian, szumnie nazywanych reformami, które w istocie niewiele zmieniają.
Jednocześnie stanowią krok w dobrym kierunku, więc trudno je odrzucać. Tak jest
w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego, podobnie zapowiada się projekt
deregulacji Gowina, który jedynie w pewnym zakresie ogranicza istniejące
regulacje, nie inaczej wygląda pomysł zmian w sposobie finansowania Kościoła.
