Przewidujący chłopak. Pomimo zmiany barw klubowych, bilboard z
kampanii wizerunkowej
promującej osobę pana posła, nic nie stracił na
aktualności:)
Ziarnko do ziarnka, aż zbierze się miarka, jak uczy mądrość ludowa.
Kiedy na krótko przed jesiennymi wyborami,
notowania partii Palikota wystrzeliły w sondażach, dominowała teza, że wkrótce żółtodzioby z jego ekipy rozpierzchną się po innych ugrupowaniach. Potem
geniusze dziennikarstwa politycznego przewidywali, że zwycięski Tusk wyłuska
kilku palikociarzy celem wzmocnienia koalicyjnej większości. Od początku, byłem w tej kwestii innego zdania.
Niespodzianka. Janusz Palikot, podwędził drugiego już posła sejmowym konkurentom. Nie jest to transfer roku, jak chciałby sztukmistrz z Lublina,
jednak tym razem sprawa wygląda ciekawiej, ponieważ wiąże się z nią znacznie szerszy
kontekst polityczny. Kim jest Łukasz Gibała? Media, przede wszystkim, podkreślają jego związki
rodzinne z Jarosławem Gowinem, choć moim zdaniem akurat to nie ma większego znaczenia.
Wujek z pewnością pomógł młodemu siostrzeńcowi wejść do polityki, ale z pozycji skrajnych
wobec siebie skrzydeł w partii trudno zajmować się wspólnym knuciem. Kluczowe jest co innego. W
efekcie transferu Gibały do Ruchu Palikota, przewaga koalicyjnej większości zmniejszyła się
do trzech głosów. Może nawet do dwóch, bo z posłem Kłopotkiem z PSL, kłopocików i
kłopotów może być całkiem sporo. Kto wie, czy to nie jest dopiero początek problemów premiera?
Chociaż nazwisko Gibały niewiele mówi szerszej publiczności, młody
poseł ma pewne wpływy w swojej byłej formacji. Szef krakowskich struktur Platformy, doświadczony
w lokalnych bojach i pierwsza osoba z wewnątrz partii, która podjęła próbę zdyskontowania
osłabionej ostatnio pozycji Donalda Tuska.
Niespełna miesiąc temu, wraz z pięcioma kolegami z tylnych ław poselskich PO, ogłosił
powołanie zespołu parlamentarnego ds. wolnego rynku. Podobno chcą działać na rzecz
obniżenia podatków, reformy finansów publicznych, uproszczenia przepisów
regulujących funkcjonowanie gospodarki i innych równie chwalebnych celów. Wyraźnie
nawiązując do idei założycielskich Platformy Obywatelskiej, inicjatorzy powołania zespołu, dają do zrozumienia jak dalece od tych koncepcji odbiega praktyka rządów Donalda Tuska. Trudno żeby
premier z radością witał podobne projekty. W taki właśnie sposób rodzą się nowe
formacje polityczne. Dzisiaj jednak, większe szanse na realizację ma trochę
inny scenariusz.
Łukasz Gibała to młody wilczek nastawiony na szybką karierę polityczną.
Świadczy o tym choćby spektakularna i kosztowna kampania wizerunkowa, promująca
jego osobę w Krakowie (warto podkreślić, że kampanię sfinansował z własnych środków), dzięki czemu dostał się do Sejmu, mimo odległego miejsca na liście wyborczej. W Platformie długo trzeba czekać w kolejce do zaszczytów. Chcąc zająć
miejsce eksperta od spraw gospodarczych, musiałby chyba otruć Adama
Szejnfelda, który występuje w roli dyżurnego wolnorynkowca, choć taki z niego
liberał jak z Niesiołowskiego dyplomata. Natomiast w Ruchu Palikota, ta dziedzina leży odłogiem. Gibała ma wszelkie
szanse, by w sprawach gospodarczych stać się
twarzą tego ugrupowania. To najkrótsza droga, by
osiągnąć status politycznego celebryty, brylującego w telewizyjnych śniadaniach
i kawach. Szybka kariera kolegi, łatwo może skusić pozostałych pięciu
posłów PO z zespołu ds. wolnego rynku, a sam Gibała będzie zapewne chciał zbudować własne zaplecze w nowej partii. Ironia losu. Czyżby dotkliwy cios w plecy premiera, nie miał być dziełem wytrawnego gracza Grzegorza Schetyny, tylko politycznego nowicjusza, Łukasza Gibały? Nie twierdzę wcale, że byłby to koniec
rządów Platformy Obywatelskiej. W tym scenariuszu Tusk zostałby klientem Palikota,
który chętnie poprze to i owo, ale słoną polityczną cenę trzeba będzie zapłacić.
