Jałta 1945 - billboard z kampanii reklamowej marki Diesel.
„O ile mi wiadomo, jest to
pierwszy wypadek w historii, że naród w wyniku prowadzenia wojny zmienia zarówno
swój ustrój, jak granice decyzją trzech innych narodów, które wszystkie są w
przymierzu z nim, albo dokładniej dwa są w pełnym przymierzu w ścisłym tego
słowa znaczeniu, a trzecie w przymierzu takim lub innym, a w dodatku naród ten
jest nieobecny, gdy zapadają decyzje o jego losie.”
To fragment przemówienia jednego z deputowanych, w czasie debaty w brytyjskiej
Izbie Gmin, na temat postanowień konferencji krymskiej, która zakończyła się 11
lutego 1945 roku, dokładnie 67 lat temu. Wszyscy wiedzą co stało się w Jałcie i jak złowieszczo zapisało
się to miejsce w naszej historii. Ale tak naprawdę, w sprawie Polski, jedynie
oficjalnie potwierdzono tam, zakulisowe ustalenia podjęte na poprzedniej
konferencji Wielkiej Trójki, w listopadzie 1943 roku, w Teheranie. Pod względem
prawnym i moralnym było to złamanie przez Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone
wszystkich umów zawartych z Polską przed wojną i w czasie wojny oraz wszelkich
deklaracji składanych w sprawie jej przyszłych losów. Sprzeniewierzono się także postanowieniom Karty
Atlantyckiej, podpisanej z inicjatywy Roosevelta przez członków koalicji
antyhitlerowskiej (w tym ZSRR) w 1941, która miała określać cele polityczne
aliantów w czasie wojny i po jej zakończeniu. Rozstrzygnięcia konferencji
krymskiej złamały co najmniej 3 (z ośmiu) postanowienia tego dokumentu:
Po pierwsze, sygnatariusze nie dążą do żadnego rozrostu ani pod
względem terytorialnym, ani pod żadnym innym względem;
Po wtóre, nie pragną oni zrealizowania żadnych zmian terytorialnych,
które by nie zgadzały się ze swobodnie wyrażonymi życzeniami ludów zainteresowanych;
Po trzecie, szanują oni prawo wszystkich ludzi do wybrania sobie formy
rządu, pod jakim chcą żyć, i pragną oni, żeby przywrócono prawa suwerenne i
autonomię tym, którym je odebrano siłą;
Co ciekawe, myśląc o konferencji jałtańskiej, naszą niechęć kierujemy przede wszystkim w stronę Stalina i Churchilla, a nie Roosevelta. Niesłusznie. Stalin był jawnym
wrogiem, a Churchill, który za wszelką cenę próbował ocalić resztki Imperium
Brytyjskiego, tak naprawdę nie liczył się w tej rozgrywce. Najbardziej złowrogą,
fałszywą i perfidną rolę podczas obu spotkań Wielkiej Trójki odegrał arcyhipokryta, Franklin Delano Roosevelt, który
jeszcze rok wcześniej nazywał Polskę „sumieniem narodów”. Roosevelt przybył do
Jałty, by zawrzeć porozumienie w sprawie swojego ukochanego dziecka, czyli
Organizacji Narodów Zjednoczonych, i uzyskać zobowiązania Stalina w sprawie zaangażowania ZSRR w wojnę na Pacyfiku. Europa, z wyjątkiem Niemiec, nie
interesowała go prawie wcale. A już na pewno nie wyobrażał sobie, by kwestia
jakiejś tam Polski zagroziła jego powojennym planom. Bez cienia skrupułów wepchnął
ją w łapy Stalina. Niezapomniany, Stanisław Cat Mackiewicz pisał, że w historii
Polski, miejsce F.D. Roosevelta jest obok Fryderyka II i Katarzyny II. To niebywałe,
że ten człowiek jest dzisiaj patronem ulic w wielu polskich miastach.
A tak rozumiał Jałtę Jacek Kaczmarski.
