Anders Breivik stanął właśnie przed norweskim sądem. Ten bezwzględny
zabójca z wyspy Utoya, traktowany z pełną rewerencją na sali sądowej, przez
wiele tygodni będzie głównym aktorem widowiska, które zamierza uczynić
dopełnieniem swego morderczego dzieła. Swój proces karny zamieni w trybunę, z
której będzie głosił przesłanie polityczne - zabijał, ponieważ bronił się przed
zdrajcami ojczyzny, winnymi wydania narodu norweskiego na pastwę islamu i
wielokulturowości.
Niestety, zbrodnia i dzisiejsza postawa Breivika kompromitują cele,
które wcale przecież nie są zbrodnicze. Sprzeciw wobec ideologii, która poprzez
daleko idącą tolerancję, a często wręcz afirmację obcych wzorców kulturowych niszczy
własną cywilizację, opiera się na przesłankach empirycznych. Ale już sam fakt,
że zbrodniarz powołuje się na podobne intencje, w oczach opinii publicznej
czyni je zbrodniczymi. Jak utożsamiać się z ideą, w imię której, z zimną krwią,
zamordowano 77 osób? Taka sytuacja sprzyja lewicowym liberałom, którzy mimo widocznej
klęski polityki multikulturowości, zawzięcie bronią swojej doktryny. Pokusa,
by sądowe tyrady norweskiego zbrodniarza wykorzystać jako oręż w walce z
przeciwnikami multi-kulti jest tym większa, że w czasie kryzysu postulaty
zaostrzenia polityki imigracyjnej w Europie podnoszone są coraz głośniej. Przyda
się kolejny instrument egzekwowania poprawności politycznej, który pozwoli
ustawiać krytyków w jednym szeregu z Breivikem. Według tej samej zasady, zgodnie
z którą łatkę antysemity i faszysty z łatwością można przykleić każdemu, kto
ośmieli się skrytykować Żydów albo państwo Izrael. Świeży casus Guntera Grassa
dowodzi tego dobitnie.
Idea wielokulturowości, jako pożądanego modelu stosunków społecznych w
Europie, okazała się kolejną lewicową utopią. Z jednej strony, porzucenie tradycyjnych wartości stanowiących fundament europejskiej cywilizacji, z
drugiej akceptacja wszelkich odmienności, czyni nas bezbronnymi w konfrontacji z
kulturą, która nie podziela tego światopoglądu. Imigranci ze świata islamu chcą korzystać z
dorobku naszej cywilizacji, choćby z systemu świadczeń socjalnych, ale sami nie
zamierzają podporządkować się prawom gospodarzy. Nie chcą się asymilować,
stawać się częścią społeczeństw, które ich przyjęły, a my godzimy się na
tworzenie wyizolowanych enklaw i muzułmańskich gett, w których obowiązują prawa
przybyszów. Wobec naszej słabości, coraz śmielej zgłaszają swoje roszczenia.
Otwarcie głoszą wyższość własnej kultury i obyczajów, często wręcz gardząc
pozbawionym tożsamości i szacunku do tradycji światem zachodu. Stanowią
byt znacznie bardziej żywotny od nas. Zeświecczona, dekadencka Europa nie ma żadnych szans w starciu z kulturą islamską skupioną wokół
twardych rygorów moralnych, wynikających wprost z religii muzułmańskiej. Zresztą,
już sama demografia działa na naszą niekorzyść. Klarownie i w sposób daleki od
ksenofobii, opisała ten problem Monika, kreśląc portret Oriany Fallaci na swoim
blogu:
„Jasne, możecie zaprzeczyć.. napisać, że przecież to wspaniałe, że
jesteśmy tacy otwarci, mogą do nas przyjeżdżać, pomagamy im, robimy w końcu coś
dla innych - a nie dla siebie. Oczywiście! Ale czemu działa to tylko w jedną
stronę? Czy przypadkiem rozwój ponad kulturowej przyjaźni nie powinien być
obustronny? Ty przyjeżdżasz do nas i możesz zbudować meczet, ja jadę do ciebie
i stawiam kościół, co ty na to? Twoje kobiety muszą u nas nosić burki, moje
mogą u ciebie poruszać się bez nich. Przecież to takie proste i logiczne
zasady, czemu tak trudno ich przestrzegać? W tej chwili jest naprawdę OSTATNI
dzwonek, aby próbować jeszcze stawiać jakiekolwiek warunki. (…) nie o to
chodzi, żeby zamknąć nasze granice. Po prostu jeśli przyjeżdżasz do nas w
poszukiwaniu pracy, miejsca do życia i to otrzymujesz, to przyjmij nasze
zasady. Nie możesz zabić swojej zgwałconej córki, która „splamiła honor”
rodziny, nie możesz bić żony nawet jeśli twój Allach na to pozwala, bo my,
Europejczycy z tym walczymy, rozumiesz? I twój Allach nie ma u nas nic do
gadania, przykro mi. Nie możesz przyjechać do Rzymu i żądać postawienia meczetu
z 80-metrowej wysokości minaretem, który będzie wyższy niż pozostałe zabytki
stolicy Włoch. Nie czujesz, że tak nie wypada? Nie widzisz, że próbujesz w ten
sposób wyprosić gospodarza z JEGO domu? Uszanuj naszą gościnność i nie narzucaj
się zbytnio.”
Fanatycy i ekstremiści, zawsze źle służą sprawie, o którą walczą. Ale
czy cele, o których mówi Breivik rzeczywiście stanowiły siłę sprawczą tego co
zrobił? Kiedy widzę jak przemawiając w sądzie, karmi swoje ego, jak upaja się
makabryczną precyzją swojego czynu, mam wrażenie, że to tylko ideologiczna
fasada, która miała nadać doniosły wymiar jego zbrodni. Swój spektakl
wyreżyserował na chłodno i z tą samą dokładnością. Wie doskonale, że nic strasznego nie może go
spotkać. Zamiast kulki w łeb, na którą zasłużył, czeka go maksymalnie 21 lat
słodkiego lenistwa, w warunkach, które trudno uznać za specjalnie uciążliwe. Umili
sobie czas pisaniem książek i rozpamiętywaniem dzieła swojego życia. A kiedy
wyjdzie na wolność, z rozkoszą będzie mógł korzystać z przyjemności życia celebryty.
