piątek, 16 grudnia 2011

Szantaż europejski czyli jak zostałem eurofobem



Według najnowszego badania TNS OBOP, przeprowadzonego na zlecenie Gazety Wyborczej, PiS zyskuje w sondażach nawet 8%. W mediach słyszę biadolenie, że taki ten naród ciemny i głupi, że kupuje hucpy organizowane przez Kaczyńskiego. Szanowni komentatorzy polityczni, zwracam wam uwagę na jeden detal, który jakoś umyka waszym błyskotliwym, analitycznym umysłom.

Osią politycznego sporu stała się dziś przyszłość Europy. Forsowanie w mediach idei głębokiej integracji, zmierzającej do federacyjnego państwa europejskiego, przekracza wszelkie granice przyzwoitości. Szantaż europejski, zgodnie z którym mamy do wyboru światły kierunek, który wskazuje nieomylny Donald Tusk, albo zacofanie i zaścianek Europy gdzie sołtysem zostanie Jarosław Kaczyński, to zwykły fałsz. Jeszcze do niedawna, pełnoprawna koncepcja, zakładająca współpracę suwerennych państw w ramach Unii Europejskiej, została zepchnięta przez federastów na margines dyskusji o UE, a jej zwolennikom przyklejono etykietkę eurofobów. Cóż, w ten sposób i ja zostałem eurofobem. Kłopot polega na tym, że przeciwnicy federacji nie mają w Sejmie innej reprezentacji niż radykalny i populistyczny PiS, występujący aktualnie w dwóch odsłonach. Nie odpowiada mi sposób uprawiania polityki praktykowany przez te partie, ale istota sprawy jest znacznie ważniejsza niż styl i wrażenia natury estetycznej. Chcąc nie chcąc, w tej debacie jestem po stronie PiS i SP. Spodziewam się, że podobny problem ma wielu wyborców, stąd ten tajemniczy przyrost w sondażu. To nie jest wybór PiS-u, tylko wybór wizji Europy, a przede wszystkim protest przeciw nachalnej, zmasowanej propagandzie na rzecz federacji. Ciemny lud, jak widać, nie lubi być szantażowany.

Zupełnie mnie nie zdziwiła jałowość sejmowej debaty europejskiej. Nie mogło być inaczej skoro do dzisiaj nie wiadomo co tak naprawdę ustalono na ostatnim szczycie w Brukseli. To trochę dziwne, że dopiero w marcu dowiemy się, co kryje się pod szyldem „unia fiskalna”. Jeżeli nie jest planowana unifikacja podatkowa, warto byłoby wyraźnie o tym powiedzieć, by przeciąć niepotrzebne spekulacje na ten temat. Skoro się tego nie robi, można domniemywać, że coś jest na rzeczy. Sam hamulec budżetowy i zrzutka na strefę euro nie są warte walnego sporu. Pierwsza sprawa nie jest niczym nowym. Podobne ustalenia, teoretycznie, obowiązują od kilkunastu lat, od momentu zawarcia traktatu z Maastricht. Wprowadzenie sankcji w tej sprawie przypomina leczenie alkoholika, któremu lekarz wszywa esperal, bo pacjent sam nie potrafi odstawić kieliszka, co już samo w sobie kompromituje hasło o solidarności europejskiej, odmieniane przez wszystkie przypadki. Co to za solidarność, jeżeli trzeba ją egzekwować przy pomocy sankcji? Odpuszczam też temat wielomiliardowej pożyczki dla MFW. Nie uratuje to strefy euro, moralnie jest co najmniej kontrowersyjne, ale Rostowski przekonał mnie, że nie utopimy tych środków. Niech więc im będzie. Na szczęście kończy się nasza prezydencja, co pozwala żywić nadzieję, iż pan premier przeniesie swoją aktywność na grunt krajowy. Donald Tusk, strefy euro nie uratuje, ale może uratować Polskę, sprawnie wprowadzając reformy zapowiedziane w expose i dbając o wzrost gospodarczy.

Natomiast, dobrze by było, żeby europejscy decydenci wymyślili w końcu jakąś receptę na kryzys, która powstrzyma upadek strefy euro. Bicie piany, uprawiane na ostatnim szczycie, na rynkach finansowych i kapitałowych nie zrobiło żadnego wrażenia. Obawiam się jednak, że unia walutowa jest tak niesterowalnym systemem naczyń połączonych, że trudno cokolwiek sensownego z tym zrobić, skoro przez dwa lata nie zrobiono nic. W tym kontekście, niezwykle proroczo, wygląda barwne wystąpienie znanego eurosceptyka, Nigela Farage, wygłoszone na forum Parlamentu Europejskiego blisko 2 lata temu, w świętowaną hucznie, dziesiątą rocznicę wprowadzenia waluty euro!

6 komentarzy:

  1. Święta prawda, co ten Angol mówi!

    OdpowiedzUsuń
  2. Receptą na kryzys jest: wprowadzenie wolnego rynku tzn. upaść mają ci co narobili długów, a oszustów wsadzić do więzienia, usunąć wpływ korporacji na politykę, powrót do narodowych walut i wolnorynkowe ustalanie kursów, odebrać prawo do "emisji" pieniądza z niczego, zlikwidować system lichwy, który wbudowany jest w system finansowy.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Anonimowy 1
    Brzmi to porażająco, zwłaszcza że to wypowiedź sprzed 2 lat. Przez ten czas w Parlamencie Europejskim nie zapadły żadne decyzje operacyjne.

    @Anonimowy2
    Znam recepty przeciwników unii walutowej. Zastanawiam się, czy jaką receptę wymyślą eurokraci, bo póki ci się na to nie zanosi. W każdym bądź razie przynajmniej należałoby rozważyć kilka scenariuszy i przeprowadzić symulacje, czego się niestety nie robi:

    1.Koncepcja rozmontowania strefy euro, co byłoby znacznie lepsze niż jej upadek i symulacja skutków takiego rozwiązania.
    2.Koncepcja wyjścia z unii walutowej bankrutów – Grecji i pozostałych krajów z grupy PIIGS i symulacja skutków.
    3.Symulacja skutków dewaluacji euro.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mimo wszystko jestem nieuleczalnym euromanem (nie mylić z "neuromanem")

    OdpowiedzUsuń
  5. Wygląda na to, że równie nieuleczalna jest unia walutowa.

    OdpowiedzUsuń
  6. No cóż, przyszłość pokaże...

    OdpowiedzUsuń