poniedziałek, 19 listopada 2012

Nowe przyszło piechotą



Sensacyjna zmiana szefa Polskiego Stronnictwa Ludowego wzbudziła masę rozmaitych komentarzy i spekulacji, wśród nich zachwyty nad wewnętrzną demokracją PSL i nadzieje, że pozytywna energia płynąca z kongresu ludowców opromieni całą sceną polityczną. To zabawne, że wystarczyło jedno takie wydarzenie, by w partii będącej dotąd wzorcem z Servres oportunizmu politycznego, nepotyzmu i kolesiostwa zobaczyć ostoję demokracji.

Co się stało?
Żeby ta sensacja mogła się wydarzyć Janusz Piechociński musiał wykonać solidną pracę w terenie budując sobie poparcie, a osłabienie pozycji Waldemara Pawlaka musi być większe niż ktokolwiek przypuszczał, skoro jego kandydatura w ogóle znalazła się w strefie ryzyka. Wygląda jednak na to, że decydujący był przypadek (tu zgadzam się z opinią Jacka Żakowskiego wypowiedzianą w programie „Loża Prasowa”). Peeselowscy włościanie najwyraźniej chcieli sprzedać kuksańca sołtysowi. A juści! Niech se ino nie myśli, buc jeden, coby u nas demonkracji nie było i o tak se, znowu bedzie sołtysem. Nie ma to tamto. Entuzjastów wychowywania władzy poprzez wymierzanie kuksańców znalazło się zbyt wielu, więc ku ogólnemu zdumieniu miast poturbować lekko, ukatrupili sołtysa. Za taką tezą przemawia całkowite zaskoczenie rozwojem wydarzeń aktywistów PSL-u, nie wyłączając samego szczęśliwego elekta. Nie jestem fanem walorów intelektualnych działaczy tej partii, niemniej jednak nie sądzę, by byli ostatnimi kołkami, nie czującymi zupełnie pulsu swojej formacji. Wszystko wskazuje więc na to, że nowe nie przyjechało czołgami na czele silnej armii, a przyszło piechotą, samotnie, nawet bez gwardii przybocznej, z teczką i głową pełną idealistycznych wizji. 

Co z PSL?
Nie mam pojęcia co zrobi Piechociński, ale wiem co zrobić powinien. Jeżeli okaże się takim pięknoduchem jak wynikałoby to z jego deklaracji na Kongresie PSL, nie wróżę mu długiej kariery. Już na starcie jest dużo słabszym szefem niż Waldemar Pawlak. Klub PSL w Sejmie to jego opozycja wewnątrzpartyjna, więc najgłupsza rzecz jaką można zrobić to pozostawić Pawlaka w rządzie. Władza to struktury rządowe, skąd spływają dobra i łaski w ręce poddanych. Jeśli dysponentem konfitur pozostanie dotychczasowy prezes, będzie to prosta droga do tego, by być królem bez królestwa. Sama praca w terenie nic nie da, jeśli zwolennicy Piechocińskiego wciąż będą patrzeć przez szybę jak ucztują wasale Pawlaka. A sam Pawlak dysponując instrumentami władzy będzie bardzo groźnym przeciwnikiem. Z tej perspektywy, ogłoszona w afekcie rezygnacja poprzednika to wymarzony prezent dla elekta. I samobój Pawlaka. Tym bardziej, że dzięki temu nowy szef partii nie musi nawet brudzić sobie rąk. Teki ministra może przecież nie obejmować, wystarczy, że desygnuje zaufanego kandydata, który nie znarowi się od nadmiaru zaszczytów. To dopiero byłby fundament, na którym realnie można próbować coś zmieniać. Jeśli Piechociński nie skorzysta z tej sytuacji to być może jest przyzwoitym człowiekiem, za to na pewno kiepskim politykiem. I gorzko tego pożałuje.

Co z koalicją?
Zmiana na stanowisku szefa PSL nie zagrozi trwałości koalicji rządzącej, ale dla PO raczej nie jest to dobra nowina. Donald Tusk będzie musiał mierzyć się z nowym partnerem, po którym nie wiadomo czego można się spodziewać. W dodatku, partner koalicyjny stanie się teraz bardziej aktywny niż dotychczas, ponieważ nowy wódz będzie chciał odcisnąć swoje piętno u steru władzy. Trza w końcu jakoś pokazać, że coś się zmieniło, nawet gdyby miał to być jedynie face lifting. Do tego dojdą tarcia między nowym prezesem a żołnierzami Pawlaka okupującymi klub parlamentarny, co premier będzie próbował umiejętnie rozgrywać. Tak czy inaczej, należy spodziewać się większej dynamiki, a jak wszystkim wiadomo, Donald Tusk za dynamiką nie przepada.

10 komentarzy:

  1. A nie jest tak, że PSL przez przypadek wkroczył na drogę marginalizacji, albo drogę podobną do bratniego SD?

    Sukcesy tej partii to przecież dostępność do urzędów, stanowisk, dotacji, diet itd. Pawlak et consortes stworzyli niezwykle sprawną machinę do dojenia. Wszystkie strażaki z mojej wsi głosują na PSL, pracownice wiejskiej poczty, doktory z instytutu wspieranego przez PSL toże.

    PSL-owcy chyba sami nie wiedzą, co mogą stracić. Jak ten system się posypie bo inne partie skorzystają z okazji i zaczną go jeść?

    mjr Kropaczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze jest tak, że nie wszyscy mają jednakowy dostęp do machiny do dojenia. Jak widać, jest całkiem sporo tych, którzy w redystrybucji dóbr czują się pokrzywdzeni. Piechociński musi zaspokoić ich ambicje. Musi, choćby był najuczciwszym człowiekiem jaki kiedykolwiek stąpał po umęczonej ziemi naszej, inaczej długo nie porządzi. Dopiero później może myśleć o poszerzaniu bazy. Systemu nie da się oszukać. Jeśli się nie dostosuje to zginie, bo jak słusznie zauważyłeś, dostęp do łask i dóbr jest fundamentem tego systemu. Zresztą w innych partiach wygląda to podobnie. Co najwyżej jest nieco więcej finezji, krygowania się, pozorów.

      Usuń
  2. Piechociński chyba nie chce skorzystać z twojej rady Hipokrytesie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie wiem, nie wiem:) Krajobraz po konferencji prasowej wskazuje, że nowy prezes już się trochę ogarnął. I spektakl z namawianiem obrażonego Pawlaka nie zamieni się w telenowelę. Zych w roli gadżetu to też całkiem dobry pomysł. Może ten Piechociński wcale nie jest takim łosiem, jak mogłoby się wydawać?

      Usuń
  3. Podoba mi się Twoja analiza - zgaduję, że umiesz grać w szachy (?) Uśmiechnąłem się przy zdaniu "To zabawne, że wystarczyło jedno takie wydarzenie, by w partii będącej dotąd wzorcem z Servres oportunizmu politycznego, nepotyzmu i kolesiostwa zobaczyć ostoję demokracji." Myślę dokładnie tak samo, czasem nawet dobieram mocniejszych słów na określenie tego konsorcjum zwanego dla niepoznaki partią polityczną PSL.
    Przy okazji zamieszania (wizerunkowego) w PSL obserwuję jak żenująco niedojrzali są dziennikarze. tacy nagle zdziwieni, tacy przejęci, pełni niepokoju i daleko idacych pytań. Nie oglądam TV, ale już przy tytułach prasowych mrucze pod nosem odpowiedź dla tych pań, panów: "srali muchy, będzie wiosna".
    PS Czytając Twój tekst nie musiałem tak odpowiadać. :)
    mjr laudate44

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za dobre słowo. W szachy nie grywam, za to zdarzało mi się uczestniczyć w rozgrywkach bardzo przypominających tę grę;)

      Usuń
  4. Jak dla mnie to wydarzenie z punktu widzenia jakości rządzenia nic, absolutnie nic nie wnosi. Owszem, może to jest podniecające dla graczy w zakłady bukmacherskie ale takie "sensacje" nic nie wnoszą do jakości demokracji w rozumieniu art 4 Konstytucji Rzeczpospolitej Polski. Aby zadość uczynić konstytucyjnym zasadom, przede wszystkim w/w zapisowi należy zastąpić system wyborczy z proporcjonalnego na jednomandatowe okręgi wyborcze np modelu brytyjskiego. JOWy to klucz w moim przekonaniu do zmiany jakości systemu - na lepsze rzecz jasna.

    Pozdrawiam

    Andrzej BJ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele zapewne nie wniesie, ale show must go on:) Rzeczywiste zmiany będą możliwe dopiero po wprowadzeniu jakiejś wersji systemu JOW (i tu pełna zgoda) oraz zmianie zasad finansowania partii politycznych.

      Usuń
  5. Rzeczywiście, ciekawy układ. Obserwuję z ciekawością, spokojny o koalicję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Temat goni temat i dziś już mało kogo interesuje Piechociński i jego rozterki. Teraz na tapecie jest terrorystyczna grupa zbrojna, jak wszystko wskazuje, złożona z internetowego hejtera i czterech agentów ABW;)

      Usuń